Z Frysztaka na tarczy…

Po dwóch kolejnych zwycięstwach przyszło nam przełknąć gorycz porażki w meczu ze Strzelcem Frysztak 1-2 (0-1). Honorowe trafienie dla naszych barw zaliczył w 57. minucie Michał Tryba, pewnie egzekwując rzut karny po faulu na Bartłomieju Miazdze.
Do Frysztaka jechaliśmy – jakże by inaczej – po kolejny komplet punktów. Rzeczywistość okazała się jednak brutalna, podobnie jak i sam mecz, w którym arbiter pokazał w sumie sześć żółtych kartek i dwie czerwone (te ostatnie niestety dla naszego zespołu). Sam mecz był brzydkim widowiskiem, typowym ligowym meczem walki, gdzie większość gry toczyła się w środkowej strefie boiska. Pierwsza połowa powinna zakończyć się remisowo, jednak nasz błąd w defensywie sprawił, że gospodarze w 32. minucie zdobyli tą jedyną w tej odsłonie bramkę, pokonując Pawła Bielaka uderzeniem z bliskiej odległości w zamieszaniu podbramkowych, kiedy to wszyscy myśleli, że napastnik miejscowych podczas oddawania strzału znajduje się na pozycji spalonej… Wyrównanie padło niecały kwadrans po przerwie. Idealnie pięknym podaniem od Krystiana Tabora obsłużony został Bartłomiej Miazga, wbiegł z futbolówką w pole karne i został od tyłu podcięty przez defensora Strzelca. Arbitrowi nie pozostało nic innego, jak tylko odgwizdać jedenastkę. Na bramkę zamienił ją wprowadzony pięć minut wcześniej Michał Tryba. Gdy wydawało się, że mecz zakończy się podziałem punktów naszym obrońcom "urwał się" napastnik gospodarzy, pomknął na bramkę Bielaka i książkowo wykorzystał sytuację sam na sam z naszym golkiperem ustalając tym samym wynik spotkania.