Szczęśliwa wygrana

Czarnovia wygrywa po raz drugi. Tym razem z Chemikiem, grając w roli gospodarza na stadionie Miejskim w Dębicy.
Mecz rozpoczął się dość dobrą grą naszych piłkarzy, którzy nieźle radzili sobie pod bramką rywala, próbując grać składną i kombinacyjną piłkę. Niestety, nie trwało to zbyt długo, bo już po 15 minutach to goście przejęli inicjatywę i większość czasu drugiej połowy piłka krążyła przed naszym polem karnym. Z minuty na minutę sytuacja na boisku przypominała raczej chaotyczną kopaninę niż grę w futbol i oprócz kilku dogodniejszych sytuacji bramkowych wypracowanych przez obie drużyny kibice nic ciekawego nie zobaczyli.
W drugiej połowie wiele się nie zmnieniło. Naszym piłkarzom udało się powstrzymać napory rywala i gra, choć nadal chaotyczna, zrobiła się wyrównana. W kolejnych 45 minutach piłkarze na boisku potrafili stworzyć sobie więcej i lepszych sytuacji bramkowych. Kilka razy strzałami z daleka piłkarze Chemika postraszyli Patryka Cygana, który dwa razy uratował zespół z dużej opresji. Również Czarnovia umiała rozegrać kilka ładnych akcji. Najładnejszą z nich zainicjiował Darek Łukaszewski, po którego podaniu piłka znalazła się przed polem karnym rywala, a tam kilkoma podaniami z pierwszej piłki naszym piłkarzom udało się ograć obrońców Chemika, po czym Marek Nowak z odległości 7 metrów trafił prosto w ręce bramkarza. Końcówka meczu przebiegała podobnie do jego początku, kiedy to Czarnovia była drużyną atakującą. Coraz śmielsza gra naszej drużyny przyczyniła się do przyznania nam kilku rzutów wolnych, z których ostatni został zamieniony na bramkę, już w ostatniej minucie doliczonego czasu gry. Mocną centrą w środek bramki popisał się Paweł Kubicki, po której dobitką kropkę nad "i" postawił Piotr Reguła – nowosprowadzony zawodnik Czarnovii, który oprócz szczęśliwie zdobytej bramki niczym nie zachwycił.
Warte podkreślenia jest również, że w meczu wystąpił Michał Dymek, który wznowił treningi w naszej drużynie i dał się zauważyć z bardzo dobrej strony. Kolejną ważną kwestią mającą duży wpływ na obraz gry była fatalna postawa sędziów, którzy popełniali szereg znaczących błędów. Oprócz tego we znaki naszym piłkarzom dawało się ogromne boisko Igloopolu, na którym pod koniec meczu już zaczynało brakować sił, a grę utrudniały pojawiające się skurcze.